wtorek, 9 kwietnia 2013

Rozdział IX Kochanie chyba Cię nie poznaję.


James wręczył Lily grubą granatową księgę,  Lily błyskawicznie odnalazła stronę 673 i zaczęła czytać. Po chwili oddała rogaczowi  książkę. Na jej twarzy malowała się lekka frustracja. 
-Nadal nie rozumiem.- Warknęła. -Czego Liluś? Przecież wszystko masz napisane.- Spytał ożywiony Potter,  szczęśliwy , że,  choć raz wie coś,  czego Lily Evans nie może pojąć. 
-No tego wszystkiego,  nie rozumiem,  co moja przyjaciółka ma wspólnego z wilkołakami.-Jęknęła
 -Może na przykład to, że z jednym chodzi.- Wtrącił się Syriusz. 
Ruda obrzuciła Syriusza nienawistnym.
 -Przeczytaj piąty akapit jeszcze raz.-Odparł James wręczając Lilce ponownie książkę. 
-Tylko na głos.-Wtrąciła Caren. 
-Jak chcecie?- Mruknęła Lily,  po czym wspomniany akapit i zaczęła czytać.- "Do naturalnych wrogów wilkołaków należą również łowcy. Czyli czarodzieje,  którzy z pokolenia na pokolenie zajmują się likwidacją tych bestii. Do jeszcze innych... 
-Stop.- Krzyknął James.- To tyle. Rozumiesz już? 
Rogacz ewidentnie był dumny ze swojego znaleziska. 
-Czekaj,  chcesz powiedzieć mi , że Ann jest łowcą?- Upewniała się ruda. 
-Dokładnie.-Potwierdził James. 
-To nie możliwe.-Odezwała się Caren.- Ann pochodzi z mugolskiej rodziny. Nie ma opcji,  aby była,  jakim kol wiek łowcą,  skoro to przechodzi z pokolenia na pokolenie w rodzinach czarodziei. 
-W sumie racja,  ale nie mamy żadnych innych opcji.- Wyszeptała Lily.- Musimy przyjąć , że Ann jest tą całą łowczynią.
 -Jesteś ze mnie dumna Evans?- James podszedł bliżej Lily. 
-Jak nigdy Potter.- Szepnęła mu do ucha,  wymijając go. 
-To,  co teraz robimy?- Spytał Black. 
-Jak to,  co?-Zapytała z ironią Lilka.-Szukamy jakiś informacji o tych całych łowcach,  bo nigdy o nich wcześniej nie słyszałam. 
-Wiedziałam , że to powiesz.- Danwork opuściła ręce w geście rezygnacji-Kolejny dzień spędzimy w bibliotece. 
-Nie zależy Ci przypadkiem,  aby wyjaśnić całą tę sytuację?-Spytał z kapką złośliwości w głosie Łapa. 
-Bardzo zależy Black.- Prychnęła Caren.- Jednak już za tydzień jest pierwszy mecz quidditcha w sezonie. 
-Dostałaś się do drużyny?- Lily podeszła do przyjaciółki,  która lekko pokiwała głową.-To wspaniale Caren tak się cieszę!

***
 Minęły kolejne dwa dni a Ann nadal nie odzyskała przytomności. Lily siedziała właśnie samotnie na błoniach rozmyślając o wszystkim,  co się dotychczas stało w tym roku szkolnym. Co będzie,  jeśli jej przyjaciółka już nigdy się nie ocknie? Kim dokładnie są łowcy i czy Ann ma z nimi coś wspólnego?
 -Dlaczego tak się stało.- Jęknęła cicho,  a po jej brzoskwiniowych policzkach spłynęło kilka słonych łez. 
- Nikt tego nie wie,  możemy to nazwać przeznaczeniem.- Nagle obok niej usiadł nie,  kto inny ja James Potter.
 -Skąd się tu wziąłeś?- Lily zakryła twarz dłońmi. 
-Nie masz się,  czego wstydzić.-Rogacz uśmiechnął się pogodnie.- Łzy to nic innego jak krwawienie twojej duszy.
-James.-Szepnęła Lily. Była w szoku,  nigdy nie pomyślała o tym ,że Potter może mieć,  jakie kol wiek odruch ludzkie.
-Tak?
-Od,  kiedy masz taki tok myślenia? -Sam nie wiem chyba od śmierci mojego ojca,  coś się we mnie zmieniło.
-Właśnie,  nie miałam okazji złożyć ci kondolencji.
-Nie przejmuj się tym teraz.Teraz najważniejsze jest pomóc Ann- Odparł rogacz i pomógł rudej wstać.- To,  co idziemy do biblioteki?
-Dziękuję.-Wyszeptała Lily.
 -Za co?- Spytał zupełnie zbity z tropu Potter.
-Za wszystko.- Odparł Lilka.- Może faktycznie myliłam się,  co do ciebie.
-Ty się myliłaś?- James uśmiechnął się zuchwale . -
Nie rób tego.-Syknęła rudo włosa.
 -Czego?- Zaśmiał się okularnik?
-Nie niszcz tej chwili,  bo może się już nie powtórzyć.
*** Szli korytarzem kierując się w stronę biblioteki,  kiedy nagle usłyszeli huk.
 -Co to było?- Spytała rozkojarzona Lily.
 Całą swoją uwagę skupiała w tym czasie nie Jamesie. Czy naprawdę go kochała? A może to tylko chwilowe zauroczenie? Jak mogłaby zakochać się w kimś takim jak on? Aroganckim,  wrednym,  złośliwym huncwocie,  a jednak dziś potrafił ją pocieszyć.Może faktycznie się zmienił? Wydoroślał?
 -Zupełnie jak,  by ktoś upadł.- Zauważył rogacz.
-Musimy to sprawdzić.-Stwierdziła Lilka i ruszyła w stronę,  z której dochodził huk,  ciągnąc Jamesa za sobą.
-To nie możliwe! - Krzyknęła Lily. Kiedy jej oczom ukazało się nieruchome ciało młodej Krukonki.
 *** -

Jesteście pewni , że nie widzieliście nikogo podejrzanego?- Dopytywał się Albus Dumbledore.
-Niestety nie.- Odparła Lily.-Może gdybyśmy przechodzili tamtędy odrobinę wcześniej. To..., To by się nie wydarzyło!
-Daj spokój Lily,  winny jest morderca,  a nie my.- Odparł spokojnie rogacz,  wpatrując się w przerażoną twarz ukochanej.
-Dobrze,  skoro nikogo ani niczego podejrzanego nie widzieliście to mam do Was jeszcze jedną sprawę.-Odezwał się dyrektor.
-A mianowicie?- Dopytywał się Potter.
-Dostałem wiadomość , że panna Tuner wreszcie odzyskała przytomność. Do Lily dopiero po chwili zaczęły dochodzić słowa wypowiedziane przez Dumbledora. Ann nareszcie się obudziła.



***
Udało mi się! Napisałam wreszcie rozdział.Nie wiem czy ktoś jeszcze na niego czeka, ale mam nadzieję ,że tak. Przepraszam,przepraszam i jeszcze raz przepraszam ,że tak długo to trwało! Obiecuję ,że następny rozdział pojawi się dużo szybciej!Nie dość,ze nie miałam pomysłu jak napisać to, co chce Wam powiedzieć to jeszcze dodatkowo zawirusował mi się word. Więc interpunkcję tekstu sprawdzałam w internecie. ;) Nie wiem podoba Wam się taki obrót akcji? Mam nadzieję ,że tak, bo mam jeszcze kilka pomysłów aby nadać temu blogowi wyjątkowości. Ps.Chcecie więcej romantycznych scen z Jamesem?

wtorek, 29 stycznia 2013

Rozdział VIII Na niektóre pytania nikt nie zna odpowiedzi.




Kiedy Lily Evans otworzyła swoje kryształowo zielone oczy wszystko, co ujrzała było rozmazane. Dopiero po chwili świat zaczął nabierać konturów. Rozejrzała się wokoło, była w skrzydle szpitalnym po jej prawej stronie na drewnianym krześle spała Caren. Lily złapała przyjaciółkę za rękę, gdy ta otworzyła oczy i ich spojrzenia się spotkały obie uśmiechnęły się promiennie.
-Co z Anną i Remusem?- Zapytała Lilka, gdy tylko wspomnienia z ostatniej pełni wróciły do niej.
Z twarzy Caren momentalnie zszedł uśmiech. Obejrzała się za siebie jak by chciała sprawdzić czy nikt nie idzie.
-Z Lupinem wszystko w porządku, ma tylko trochę rozwalone ramię po tym jak Ann go dźgnęła.-Odparła wreszcie Caren.
-A co z Ann? –Dopytywała się Lilka.
-Nie wiadomo, co z nią. Od pełni nie odzyskała przytomności.
-Co?! Caren ile właściwie dni minęło od tamtej nocy?
-Dziś jest sobota, jeśli o to pytasz.-Odpowiedziała Caren, zawijając kolejny kosmyk włosów na palec.
-Gdzie ona teraz jest?-Dopytywała się Lily.
-Kilka łóżek dalej. Remus przy niej siedzi.- Caren wskazała łóżko stojące dwa rzędy o nich.
-A przy tobie siedziałem je Liluś! –Głos Jamesa Pottera zahuczał w uszach Lily.
-To bardzo miło z twojej strony.- Uśmiechnęła się Lily.- Ale nie musiałeś, naprawdę.
-No jak nie musiałem? A kto by cię trzymał za rękę jak bym poszedł na lekcje?
Lily puściła tą jakże „cenną” uwagę mimo uszu. W głębi serca cieszyła się, że James i Caren przy niej byli. Jednak to Ann potrzebowała wsparcia nie ona. Musieli dowiedzieć się, co oznacza symbol na dłoni Ann, czemu ze świrowała i kim byłą ta kobieta, którą spotkali w Zakazanym lesie.
-Caren zawołaj panią Cross musze stąd  wyjść.- Głos Lily nagle spoważniał tak, że nawet Caren nie zaczęła się z nią wykłócić, że to zły pomysł i powinna jeszcze trochę poleżeć. Wstała i wróciła dopiero po kilku minutach w towarzystwie pani Cross.

***

-Lily szukamy już od dwóch godzin i nigdzie nawet nie było o tym wzmianki.- Jęknął Potter, kiedy Lily podała mu kolejną trzystu stronicową książkę do przejrzenia.
-Daj spokój Potter, nie chcesz się dowiedzieć, czemu Anna zaatakowała Remusa?- Syknęła rudowłosa.
-Może mają jakiś kryzys w związku.- Zaśmiał się pod nosem Syriusz.
-Przestańcie pajacować.-Prychnęła Lily- To poważna sprawa.
-Już dobra, dobra. –Jękną Black – Podaj mi kolejną książkę, bo w tej znów nic nie było na temat dziwnego zachowania Ann.
Lily podała mu kolejną książkę z brzegu i wróciła do lektury „Wilkołaki i wampiry podręcznik dla dociekliwych.”
Niestety również w tej książce nie było niczego, co by, choć trochę wyjaśniło sytuację.
-Trzydziesta piąta książka przejrzana i nadal nic.- Skomentowała Caren odkładając „Z wilkołactwem przez wieki.”
-No jak to nic? Tyle się dowiedziałaś o wilkołakach.- Syriusz uśmiechnął się głupkowato do Caren.
-Jakby to było moim marzeniem.-Prychnęła Caren.
-Lily może zrobimy sobie przerwę?- Zaproponował James kończąc lekturę kolejnej już książki.
-Przerwa to wcale nie taki zły pomysł Lily.-Poparła Jamesa, Caren.- Mi też zależy na odkryciu prawdy, ale musimy trochę odpocząć, zróbmy godzinkę przerwy.
-Tylko godz.….-Zaczął Syriusz, ale Caren kopnęła go w kostkę pod stołem, że ten tylko syknął z bólu.

***

-Jak się trzymasz Remusie?- Spytała Lily, kładąc rękę na prawe ramię Lunatyka.
-Co?- Lupin zdawał się nie do końca kontaktować.
-Jak się czujesz?- Powtórzyła pytanie Lilka.
-Dobrze, a ty? Słyszałem, że znów cię zaatakowałam.- Mina Remusa jeszcze bardziej zrzedła, jeśli to w ogóle było możliwe.- Naprawdę mi przykro, obiecuję, że to się już nie powtórzy .
-Nie przejmuj się, nic mi nie jest. Przynajmniej się porządnie wyspałam. – Lily uśmiechnęła się szeroko.-Teraz najważniejsze to dowiedzieć się, co przytrafiło się Ann.
-Racja, zaraz pójdę do biblioteki i poszukam jakiś informacji.
-Nie trzeba Remusie już się tym zajęliśmy.- Odparła Lilka.
-My?-Spytał Lupin jak by to myło najdziwniejsze, co mógł usłyszeć.
-No tak, razem z Caren, Jamesem i Syriuszem przejrzeliśmy już ok czterdziestu książek.
-Znaleźliście coś?-Dopytywał się Lunatyk?
-Niestety jeszcze nie. Teraz zrobiliśmy sobie krótka przerwę i pozostali poszli coś zjeść a ja chciałam sprawdzić, co u ciebie, więc przyszłam.- Lily uśmiechnęła się pocieszająco.-Wesz już, co jej powiesz, kiedy się ocknie?
-Chciałbym jej powiedzieć prawdę, ale boję się, że to będzie dla niej za duży szok.
-Jeśli martwisz się, że Ann cię zostawi, gdy dowie się o twojej przypadłości to oznacza, że jesteś kretynem Remusie.-Skomentowała Lily i wyszła ze skrzydła szpitalnego pozostawiając Lunatyka z nieprzytomną Ann i panią Cross krzątającą się wokół innych pacjentów.

***

Rudowłosa wyszła właśnie z pokoju wspólnego gryfonów i kierowała się w stronę biblioteki gdzie miała się spotkać z huncwotami i Caren.  Kiedy w pośpiechu schodziła ze schodów wpadła na jakiegoś ślizgona. Na jej nieszczęście musiał to być akurat Severus Snape. Chciała go wyminąć, lecz ten złapał ją za skrawek szaty.
-Lily proszę porozmawiaj ze mną.- Snape puścił szatę Lilki i patrzył błagalnym spojrzeniem na byłą przyjaciółkę.
-Nie ma my, o czym Snape.-Prychnęła Lilka.
-Lily proszę przecież byliśmy przyjaciółmi.-Severus nie dawał za wygraną.
-Właśnie Sev byliśmy, cieszę się, że użyłeś czasu przeszłego a teraz żegnam.- Syknęła Lilka.
-Lily daj spokój przecież już cię przepraszałem, co mam jeszcze zrobić abym mi wybaczyła?
-Hmm niech pomyślę na przykład cofnij czas.-Warknęła panna Evans.
-Gdybym mógł już dawno bym to zrobił naprawdę nie chciałem cię nazwać….
-Szlamą.-Lily weszła Severusowi w słowo.- Ale nazwałeś i już tego nie zmienisz.
-Nawet nie wiesz jak bym chciał.-Wyszeptał Snape.
-Ja też bym chciała, żeby mój najlepszy przyjaciel nie okazał się kimś takim, ale życie jest pełne rozczarowań. –Syknęła Lily i prawie z łzami w oczach odeszła od Severusa. Kiedyś byli przyjaciółmi i to najlepszymi. Czemu nie potrafiła mu wybaczyć? Chciała, ale nie mogła. Gdyby wyzwał ją jakiś inny ślizgon pewnie już by o tym nie pamiętała, ale to nie był ktoś inny to był on jej najlepszy przyjaciel.

***

Kiedy tylko panna Evans otworzyła drzwi od biblioteki i weszła do środka natychmiast pojawił się przednią szczęśliwy do granic możliwości Potter.
-Już możesz być mi wdzięczna skarbie.-Skomentował
-O co ci chodzi?- Spytała bujająca w obłokach Lilka. Cały czas zastanawiała się, czemu nie może wybaczyć Severusowi.
-Lily czy ty kontaktujesz ze światem? – James był najzwyczajniej w świecie rozbawiony reakcją ukochanej. – Znalazłem coś, co nam pomoże, choć nie rozwiąże wszystkich problemów.
-Nie rozumiem.-Odparła Lilka.
-Zrozumiesz jak przeczytasz, strona 673. –James uśmiechnął się pogodnie.

***


Znów mi się trochę przeciągnęło z pisaniem, za co przepraszam! Aktualnie szukam kogoś, kto mógłby zrobić tło dla mojego bloga.  Jeśli znacie kogoś takiego to proszę o zostawienie numeru gg lub adresu e-maila abym mogła się skontaktować. Jeszcze jedno, jeśli komuś aż tak nie podoba się mój blog to na górze jest krzyżyk, proszę nacisnąć i żegnam. Nikogo tu nie trzymam, droga wolna. Proszę o uzasadnioną opinię. Pozdrawiam! :3


Ps. Taka długość notki Wam odpowiada? 

sobota, 19 stycznia 2013

Rozdział VII Pełnia niesie ze sobą masę konsekwencji Cz.2


Z krzaków zaczęło się coś wyłaniać i po chwili oczom Lily ukazała się czarnowłosa kobieta z szyderczym uśmiech na twarzy. Na oko patrząc miała około trzydziestu lat. Miała na sobie szkarłatną szatę czarodzieja a w ręku trzymała różdżkę. Lilkę przeszły dreszcze, a las spowiła gęsta mgła. Kobieta pewnym krokiem ruszyła w ich stronę mrucząc coś pod nosem. Uwagę rudej przykuła lewa ręka czarownicy.  Na dłoni miała dokładnie taki sam symbol, co Ann. Zaniepokojona całą sytuację odwróciła głowę i spojrzała na Caren. Przyjaciółka była jednak tak samo zdezorientowana jak ona sama. Lily ponownie spojrzała w stronę tajemniczej kobiety, chciała się odezwać. Zapytać, kim jest i co oznacza ten symbol, który jedna z jej najlepszych przyjaciółek ma na dłoni, ale nie była w stanie. Ze strachu, który ją ogarnął nie mogła wydobyć z siebie nawet słowa. Kilku minutową ciszę przerwał głos Caren.
-Kim pani jest?
Jednak, żadna z nich nie usłyszała odpowiedzi. Po chwili czarownica minęła Lily kierując się w stronę nie przytomniej Ann, która wisiała bezwładnie w powietrzu.  Kiedy zbliżyła się do niej na wyciągnięcie ręki machnęła różdżką i powoli opuściła pannę Tuner na ziemię.
-Kim pani jest?- Ponowiła pytanie Caren stając pomiędzy tajemniczą przybyszką i Ann.
-Głupia.-Mruknęła kobieta swoim melodyjnym głosem i odepchnęła Caren na po bliższe drzewo.
Czarownica wyjęła z szaty sztylet i ukucnęła przy nie przytomniej blondynki.
Co ta kobieta chciała zrobić Ann? Planowała ją zabić, porwać a może okaleczyć? Czarownica uniosła sztylet i zdecydowanym ruchem rozcięła sobie dłoń. Jej rubinowa krew zalśniła w blasku księżyca. Kobieta zranioną dłonią przejechała po dłoni Ann pozostawiając na niej tym samym krew, która momentalnie wchłonęła w symbol na lewym ręku Ann.  Lily ponownie spojrzała wymownie na Caren, która zdążyła się już podnieść z ziemi. W oczach przyjaciółki Lilka widziała wściekłość.  Lily przeszedł zimny dreszcz, kiedy usłyszała donośne wycie.
-Jeszcze tego nam tu brakowało.- Skomentowała rozjuszona Danwork, robiąc krok w stronę rudowłosej przyjaciółki.
W tym samym momencie, kiedy Remus zawył ponownie Ann o tworzyła oczy i rozglądając się dookoła usiadła.  Lily gwałtownie ruszyła w stronę Ann, lecz drogę zagrodziła jej tajemnicza kobieta.
-O co pani chodzi? –Syknęła Ruda, próbując wyminąć czarownice.- To moja przyjaciółka i mam prawo…
-Masz prawo się zamknąć i siedzieć cicho, jeśli już musisz tu przebywać.- Wtrąciła kobieta i ukucnęła przy zdezorientowanej Ann. Dotknęła jej czoła mrucząc przy tym jakieś zaklęcia.
-Co pani robi?- Spytała ponownie Lilka.
Była zupełnie zagubiona, nie miała przy sobie różdżki, gdyby pomyślała i wzięła ją ze sobą? Może by jakoś pomogła przyjaciółce.  Spojrzała na niebo, księżyc był coraz wyżej a niebo było ciemno granatowe. Wszystkie trzy powinny teraz siedzieć w salonie wspólnym a tym czasem, siedzą w zakazanym lesie z jakąś zdziwaczałą kobietą. Rozmyślenia Lily przerwała Ann, która wstała, podniosła z ziemi zakrwawiony sztylet później podeszła parę kroków w kierunku lasu, po czym zatrzymała się i zaczęła wpatrywać się w żółty wielki okrąg na niebie.
-Co ona robi? –Spytała Caren.
-Czeka, aby móc dopełnić swoje przeznaczenie.- Odparła przybyszka.
-Przeznaczenie?-Spytała Lily, chciała zapytać o coś jeszcze, ale w tym samym momencie za krzaków wyskoczył nie, kto inny jak Remus Lupin w swojej wilczej formie. Tuż za nim z krzaków wyłonił się zdyszany pies i majestatyczny jeleń z małym szczurem na plecach. Caren przeklęła pod nosem i uniosła różdżkę, aby ogłuszyć Lupina. Już chciała rzucić zaklęcie, kiedy ktoś ją wyminął i rzucił się wprost na wilkołaka. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do Lily, że to Ann. Jej przyjaciółka zgłupiała pomyślała rudowłosa. Spojrzała na Caren i Huncwotów wszyscy byli tak samo skołowani jak ona sama. Jedynie czarnowłosa kobieta stała uśmiechając się ironicznie. Musimy coś z tym zrobić pomyślała ruda, odwracając wzrok od widoku oszalałej Ann wbijającej sztylet w ramię Lupina. Lunatyk zawył głośno z bólu, z całą pewnością nie miał pojęcia, co się dzieje. Kiedy się z powrotem zmieni w człowieka będzie oczekiwał wyjaśnień. Co ona mu wtedy powie? „Twoja dziewczyna ze świrowała i kilkukrotnie dźgnęła cię sztyletem, którym dostała od zdziwaczałej wiedzmy?” Z całą pewnością ta odpowiedź go nie usatysfakcjonuje.
To się musi skończyć powtarzała sobie w głowie. Musi! Muszą pomóc Ann, coś ją opętało jej przyjaciółka nigdy by się tak nie zachowała. Nagle usłyszała huk, to Caren zaatakowała podejrzaną kobietę.
-Ty suko! Co jej zrobiłaś?-Ryknęła Caren rzucając kolejne zaklęcie obezwładniające.
-Hahaha… Jedyne, co zrobiłam to pomogłam jej się oswoić ze swoją prawdziwą naturą i przeznaczeniem.- Prychnęła kobieta podnosząc się z ziemi.
-Jakie przeznaczenie? O czym ty do cholery gadasz?- Syknęła Danwork cały czas kierując różdżkę w stronę kobiety.
-Jej własnego przeznaczenia. Już czas, zaczęło się.- Odparła spokojnie czarownica, po czym jak by nigdy nic rozpłynęła się w powietrzu. Wraz z nią zniknęła również cała mgła. Teraz można było doskonale obserwować walkę Ann i Remusa. Żadne z nich nie było świadome tego, co robi. Ironia losu, pomyślała Lily, po czym uważnie przyjrzała się oczom przyjaciółki. Były puste pozbawione, jakiego kolwiek wyrazu z całą pewnością nie była świadoma swoich czynów.
-Musimy coś z tym zrobić!-Wrzasnęła w stronę przyjaciół.- Jeszcze zrobią sobie krzywdę!
Jak na komendę, kiedy Lilka tylko skończyła mówić James i Syriusz rzucili się w stronę Lunatyka. Nie trzeba było również długo czekać na reakcję Caren. Może kilka sekund później rzuciła zaklęcie obezwładniające w stronę panny Tuner. Lily odruchowo pobiegła w stronę rannej przyjaciółki. Ukucnęła tuż obok rozjuszonej Ann i spojrzała jej w oczy. Nie widziała w nich nic ze starej Ann, dobrej, przyjacielskiej, spokojnej. Było widać w nich jedynie, żądzę mordu i wściekłość z niedokonania go na Lupinie. W lewej ręce Ann trzymała sztylet, zaciskając pięść tak mocno aż krew powoli zaczęła wypływać z jej dłoni. Lily wyrwała przyjaciółce sztylet, po czym złapała ją za krwawiącą rękę.
-Już dobrze Ann, pomożemy Ci. Wszystko będzie dobrze, znowu będziesz sobą.- Szepnęła ściskając dłoń przyjaciółki.
-Lily Uważaj!- Ryknęła Caren.
Rudowłosa odwróciła głowę jedyne, co zobaczyła przed utratą przytomności były wielkie żółte oczy pędzące ku niej.
***
Po pierwsze witam!  :) Przepraszam, że tak długo nie dodawałam nowego rozdziału, ale to z powodu szkoły. Następny rozdział dodam w nadchodzącym tygodniu. Od 26 mam ferie więc wszystko nadrobię!Hmm, co mogę powiedzieć o tym, co znajduje się powyżej? Nie jest tak źle! Wydaje mi się, że pomysł sam w sobie jest oryginalny. Nawet, jeśli ktoś domyślił się, o co w tym wszystkich chodzi nie wie wszystkiego! I o to chodziło. Od samego początku chciałam wprowadzić do opowiadanie swoje własne pomysły, ale wiadomo nie mogłam tego zrobić bez wprowadzenia. Pod poprzednimi rozdziałami ukazały się dość nieprzyjemne komentarze. Mówi się trudno nie każdemu musi się podobać moja wersja tej historii, ale prosiłabym o jakieś argumenty. Wracając do tego, co napisałam trochę wcześniej. Postaram się, aby w przyszłych rozdziałach pojawiało się jak najwięcej nowych wątków.  Piszcie, co my myślicie! Zależy mi na waszej opinii, ale uprzedzam, że jeśli zaczniecie mnie krytykować bez, żadnych argumentów komentarze zostaną po prostu usunięte. Pozdrawiam! ;3

piątek, 4 stycznia 2013

Rozdział VI Pełnia niesie ze sobą masę konsekwencji Cz.1



-Nikt jej nie widział, co teraz?- Spytała Caren podbiegając do Lily.
-Musi gdzieś być. Może jest poza zamkiem?
-Lily a co jeśli ona…?
-Nawet nie wolno ci tak myśleć-Warknęła ruda. Próbowała podtrzymać Caren na duchu. Od półtorej godziny szukały Ann. Niestety bez efektu. Nawet jej też przemknęła przez głowę myśl, że Ann mogło się coś stać a nawet…. Nie, nie wolno jej o tym myśleć. Ann żyje i ma się dobrze, tylko gdzie jest?
-To gdzie teraz idziemy?-Dołująca ciszę przerwała Caren.
-Szukacie Ann Tuner?-Usłyszały za pleców znajomy głos.
Lily odwróciła się i ujrzała Nikki Vensons. Siedemnastoletnią Krukonkę trochę wyższą od niej. Miała długie kasztanowe włosy i granatowe oczy.  Lily znała ją z zebrań prefektów, które odbywały się dosyć nieregularnie.
-Tak. Widziałaś ją może? Nigdzie nie możemy jej znaleźć.-Odpowiedziała Krukonce Lilka.
-Widziałam, zachowywała się bardzo dziwnie, nawet się nie odwróciła jak ją zawołałam.
-Jak to dziwnie?- Zaciekawiła się Caren.
-Jak by była w jakimś transie czy coś, nie wiem jak to opisać. Szła nie zważając na nic.
-A w którą stronę szła?-Wcięła się ruda.
-Wydaje mi się, że w stronę lasu.
-Lasu!?-Wykrzyknęła Lily.-Nikki dziękujemy za pomoc, ale musimy lecieć.-Pociągnęła Caren za rękę i wybiegła z przyjaciółką z zamku.
***

-Nigdzie jej nie widzę.-Powiedziała Lilka z rezygnacją w głosie.
-Lily szukamy jej już od dwóch godzin. Na dodatek jest pełnia i gdzieś tu grasuje wilkołak. Uważam, że powinnyśmy poinformować dyrektora.-Caren nerwowo dłubała nogą w ziemi.
-Może masz rację, ale naprawdę się o nią martwię.-Wyszeptała ruda.
-Ja też, ale….-Caren nagle znieruchomiała.-Słyszysz?
-Co takiego?-Spytała rudowłosa.
-Nie wiem, ale coś słyszę. Chodź.-Czarnowłosa pociągnęła przyjaciółkę za rękę.
Nie szły długo po około dwóch minutach im oczom ukazała się polana a na niej...
-Ann!- Wykrzyknęła Lily.
Dziewczyna leżała na trawie, w oczach miała łzy a oddychała z wielkim trudem. Przyjaciółki momentalnie do niej podbiegły i ukucnęły obok.
-Ann, co ci jest?- Dopytywała się Lily. Przyjaciółka jedynie zacisnęła zęby i zaczęła kręcić głową.
-Lily-Wyszeptała Caren.-Powinnaś to zobaczyć.
-Co takiego? –W tym samym momencie, w którym Lilka zadała pytanie Caren uniosła lewą rękę Ann.  Na dłoni dziewczyny widniała świeża rana przedstawiająca okrąg przebity sztyletem.-Co to oznacza?
-Nie mam pojęcia, ale jest stosunkowo świeża.-Odpowiedziała Caren, po czym zaczęła się rozglądać.- Ann, co ci się przytrafiło?
-Ja, nie wiem.-Powiedziała Ann tak cichutko, że przyjaciółki ledwo ją usłyszały.-Pomóżcie mi.
-Jasne, że ci pomożemy.-Potaknęła natychmiast Lily.-Caren musimy ją przenieść do szkoły masz może różdżkę? Ja niestety swojej nie wzięłam.
-Mam.-Potwierdziła brunetka. Skierowała różdżkę w stronę ledwo przytomnej przyjaciółki i wypowiedziała zaklęcie.- Wingardium leviosa.-Ann uniosła się w górę.-Idziemy?
-Już.-Lilka wstała z ziemi i ruszyła za przyjaciółką. Nagle usłyszała za sobą trzask łamanych gałęzi i stanęła jak wryta. Odwróciła się o sto osiemdziesiąt  stopni. W krzakach za nimi ktoś lub coś było.
***
Udało się :) Rozdział ten dedykuję Sonii za wsparcie moralne :D
Tak jak widać powyżej mam swój własny pomysł na tę historię i mam nadzieję ,że wam się spodoba. Nigdzie indziej nie widziałam takiego  wątku, do jakiego zmierzam, więc proszę o wytrwałość :)
Piszcie co myślicie szczerze! 

wtorek, 1 stycznia 2013

Rozdział V Będziesz moją panią Evans?


Szli przez błonie, Potter, co chwilę spoglądał z ciekawością w oczach na Lily. Stanęli, kilka minut niezręcznej ciszy przerwał głos Rogacza.
-To, o czym chciałaś ze mną porozmawiać kochanie?
Lily podniosła głowę i spojrzała na Jamesa. Był taki pewny siebie, dopiero teraz do niej dotarło, w co się wpakowała. Wstydziła się zapytać Pottera o to, co do niej czuje. James nigdy by nie odpuścił, drążyłby temat do końca szkoły a może jeszcze dłużej.
-Chciałam się zapytać, kiedy odbędzie się nabór do drużyny quidditcha.- Wymyśliła Lilka na poczekaniu.
-Chciałaś ze mną rozmawiać o quidditchu?-James wyglądał na zbitego z tropu, ale jednocześnie rozbawionego.
-Tak. Dlaczego to cię tak dziwi?-Syknęła ruda.
-Może, dlatego, że dotychczas uważałaś quidditch za głupią grę a teraz chcesz wstąpić do drużyny.-Odpowiedział zszokowany całą sytuacją chłopak.
-Wcale nie chcę.-Lilka odpowiedziała pośpiesznie- Caren chciała zostać pałkarzem.
-Caren?—James nie dawał za wygraną.
-Tak! Caren. Brunetka trochę wyższa ode mnie z brązowymi oczami!-Lily krzyknęła tak głośno aż Potter zatkał sobie uszy.
-Już dobrze, dobrze kochane nie krzycz tak. Wierzę Ci.-James uśmiechnął się przepraszającą – powiedz Caren, że nabór odbędzie się w ten piątek.
Lily uśmiechnęła się do niego. Wiedziała, że i tak jej nie uwierzył, ale gdyby spytała o to, o co chciała nie dałby jej żyć. Potter uśmiechnął się do niej na pożegnanie i ruszył w stronę zamku.  Już miała pójść w inną stroną, kiedy zadecydowała, że nie zmarnuje takiej okazji i zapyta się go wprost. Podbiegła za Rogaczem i złapała go za ramię.
-Jest jeszcze jedna rzecz, o którą chciałaby cię zapytać.-Lilka czuła, że się czerwieni.
-O co takiego?-James uśmiechnął się do Lilki.
-Powiedz mi. Tylko szczerze. Czemu ci się podobam?
-No wiesz. –James wydawał się zagubiony.
-Nie wiem, dlatego pytam.
-Masz ładne oczy.
-Oczy?-Prychnęła.
-Poza tym masz ciekawą osobowość, ładne włosy. Ogólnie jesteś śliczna.-Dodał pośpiesznie chłopak.
Lilka obrzuciła go podejrzliwym spojrzeniem i ruszyła w stronę zamku pozostawiając zszokowanego chłopka samego.

***
-Lily. Lilka czy ty mnie w ogóle słuchasz?
Ruda podniosła głowę i spojrzała na burzę czarnych włosów. Nie mogła się skupić na słowach, które kierowała do niej Caren od dobrej godziny. Niby odpowiadała na pytania, które przyjaciółka jej zadawała, ale jej nie słuchała.
-Nie. O czym mówiłaś?
-O niczym ważnym. –Prychnęła Caren
-Jejku. Car powiedz jeszcze raz tym razem skupię się, choć trochę nad tym, co mówisz.
-Lily.-Jęknęła czarnowłosa.
-No już słucham mów.-Lilka uśmiechnęła się
-Pytałam się, o czym tak rozmyślasz?-Spytała czarnowłosa i przeczesała palcami swoje gęste włosy.
-O wszystkim i o niczym.
-Lily! –Krzyknęła Caren.
-Co kochanie?-Ruda uśmiechnęła się przyjacielsko do Caren.
-Gadaj, o czym a raczej, o kim myślisz tak intensywnie?
-O Jamesie- Wyszeptała Lily tak cicho, aby tylko jej przyjaciółka mogła usłyszeć jej odpowiedź.
-O tym Jamesie?- Wykrzyknęła Caren.
A wszyscy, którzy siedzieli w pokoju wspólnym obrzucili Lilkę podejrzanym spojrzeniem.
-Tak, o tym Jamesie.- Odpowiedziała Lily równie cicho jak poprzednio.- I nie wrzeszcz tak nie musi wiedzieć od razu pół szkoły.
-Dobra, dobra to, o czym konkretnie myślisz?- Spytała Caren tym razem prawie szeptem.
-No o tym wszystkim. Zapytałam się go, wprost czemu mu się podobam.
-I …? – Dopytywała się panna Danwork.
-Powiedział, że mam ciekawą osobowość, no i że mam przepiękne oczy.
-Bo masz- Car szturchnęła przyjaciółkę w ramię.
-Dzięki Caren.-Lily objęła przyjaciółkę.- A wiesz, co w tym wszystkim jest najgorsze?
-Zgaduję, że to, że on ci się też podoba.
-Niestety.- Lily wydawał się być wściekłą na samą siebie.-A tak w ogóle to gdzie jest Ann?
-Poszła gdzieś pewnie z Lupinem, nie przejmuj się zaraz pewnie wróci.- Caren uśmiechnęła się pogodnie.
-To niemożliwe, żeby gdzieś z nim poszła. Przynajmniej nie dzisiaj.-Odpowiedziała pośpiesznie Lilka.
-Racja. To gdzie ona może się podziewać? Nie widziałam jej od eliksirów.- Caren oderwała się od przyjaciółki i spojrzała jej w oczy.
-Ja też nie. Musimy jej poszukać. Dzisiaj pełnia, a jak coś jej się stanie.
-To niech Lupin uważa.-Syknęła czarnowłosa
-Caren!-Warknęła ruda.-Daj spokój, idziemy!
***
No więc tak przepraszam, że rozdziały nie są jakieś długie ale za to są często dodawane :) Więc chyba się jakoś wyrównuje. Jeśli ktoś by jednak zmienił zdanie i chciał by być informowany, o nowych notkach niech zostawi swój numer gg  lub e-maila. Proszę o komentarze, bo naprawdę są one dla mnie bardzo ważne. Nawet nie wiecie jak to człowieka motywuje!
***
Ps. Chciałabym Wam życzyć tego, aby 2013 był lepszy od 2012.
Ps.2 Jestem niczym zombie wy też? :D



czwartek, 27 grudnia 2012

Rozdział IV Sen na jawie.


James zmierzwił swoje orzechowe włosy i powoli przysunął się w stronę Lily. Kiedy ich wargi praktycznie się spotykały uśmiechnął się do niej ciepło i spojrzał jej zielone oczy.
-Kocham Cię Lily wiesz?-Nie czekając na odpowiedz rudowłosej połączył ich usta w gorącym pocałunku. Mijały sekundy, minuty a on nadal całował ją tak samo namiętnie. W końcu oderwali się od siebie po ich minach można było wywnioskować, że nie mogą się doczekać, kiedy ponownie ich usta połączą się w całość.
-Też Cię kocham James.- Lily uśmiechnęła się ma się uwodzicielsko-, Ale powiedz mi, za co mnie kochasz?
Rogacz otworzył usta, aby odpowiedzieć Lily na tak nurtujące ją pytanie, kiedy nagle wszystko zaczęło się rozmywać.  Lily otworzyła oczy nad nią stała Ann wyraźnie czymś wkurzona. A więc to był tylko sen nigdy nie powiedziałaby Potterowi, że go kocha. Ale to ostatnie pytanie, co by odpowiedział? Zżerała ją ciekawość, za co James ją kocha. O ile w ogóle kocha.
-Lily!
-No, co?  -Ruda wróciła do rzeczywistości.
-A to, że mnie w ogóle nie słuchasz!
-Słucham.
-W takim razie, co powiedziałam?
-Nie wiem nie słuchałam.-Ruda uśmiechnęła się przepraszając- Co się stało?
-Zaspałyśmy, mamy mało czasu za piętnaście minut zaczyna się śniadanie.
-A gdzie jest Caren?
-Nie mam pojęcia jak się obudziłam to już jej nie było.
-Czekaj. Wróć mamy tylko kwadrans?
-Niestety-Ann uśmiechnęła się do przyjaciółki- więc się streszczaj.
Nie musiała jej tego powtarzać nie minęła minuta, kiedy Lily Evans była już w łazience.
***
Lily weszła wraz z Ann do wielkiej Sali. Spojrzała przed siebie wszędzie panował spokój i śmiertelna cisza nawet ślizgoni zachowywali się normalnie, o ile napaść grupki trzeciorocznych ślizgonów na garstkę pierwszorocznych puchonów można nazwać normalnym zachowaniem. Lilka odwróciła głowę w stronę stołu gryfonów od razu wypatrzyła kępkę brązowych włosów, którą pragnęła zobaczyć.
-James- Szepnęła
Spojrzała na Ann, która zdawała się tego nie usłyszeć, bo nadal stała i wpatrywała się w Remusa, który rozmawiał w drugim końcu sali i rozmawiał z Caren. Lilka pociągnęła przyjaciółkę za rękę i ruszyła w kierunku przyjaciół.  Widok tej dwójki razem, przynajmniej teraz nie zwiastował nic dobrego.  Zanim Caren zorientowała się, że jej przyjaciółki stoją tuż za nią i przerwała mówić. Lilka zdążyła usłyszeć strzęp jej wypowiedzi. „ Gwarantuję ci Lupin, jeśli ty jej nie powiesz ja to zrobię nie pozwolę”
-O czym rozmawiacie? – Zapytała panna Tuner, niczego nieświadoma.
-O niczym ważnym Ann, życzyłam tylko twojemu chłopakowi powodzenia wieczorem. –Caren uśmiechnęła się złośliwie, odwróciła się na pięcie i ruszyła ku wyjściu.
-Nie rozumiem, o co jej chodzi?- Wyszeptała Ann do Remusa
-Eee, o nic takiego Ann naprawdę, tylko trochę się pokłóciłem z Caren. –Prawda Lily?
-Co? A tak. Danwork nie może czegoś znieść i ma humory.
Blondyna spojrzała pytająco na przyjaciółkę, jeszcze nigdy w jej obecności nie nazwała Caren po nazwisku. Lilka wzruszyła ramionami i ruszyła ku stołowi gryfonów, wciąż wpatrując się Pottera i zastanawiając się, co by jej ewentualnie odpowiedział gdyby spytała się, za co ją kocha.

***
Dochodziła szesnasta a Lily właśnie kończyła ważyć eliksir zmiany głosu.  Profesor Horacy Slughorn przechadzał się po sali, bacznie przyglądając się ich pracy. Nagle w usłyszała głośny huk, odwróciła głowę w stronę, z której dobiegał ów hałas.  Severus Snape, jej dawny przyjaciel stał cały osmolony z otwartą buzią. Lily spojrzała na huncwotów, którzy nie mogli powstrzymać się od śmiechu. Doskonale wiedziała, że to ich robota, może gdyby Snape jej nie obraził stanęłaby po jego stronie. Obroniłaby go. Mina profesora Slughorna, mówiła „wiem kto to zrobił” ale tylko uśmiechnął się i kazał wszystkim wyjść. Lilka spojrzała na miejsce gdzie jeszcze przed chwilą siedział James. Nie było go, musieli już wyjść. Wybiegła na korytarz od razu wypatrzyła jego rozczochraną głowę.
-James! – Wykrzyknęła za nim.
Brunet odwrócił się, na jego twarzy malował się szarmancki uśmiech.
-Wzywałaś pani?- Spytał, nisko kłaniając się Lilce.
-Tak. Musimy porozmawiać.
***
Rozdział dedykuję:
Karolinie która bardzo mi pomogła.
Paulinie i Magdzie które pomogły mi z grafiką i ustawieniami bloga.
***
Jeśli ktoś chciał by być informowany o nowych notkach niech zostawi swój numer gg.
Piszcie co sądzicie.  :)

piątek, 21 grudnia 2012

Rozdział III Miłość kwitnie wokół nas.


Podczas uczty otwierającej nowy rok nauki w Hogwarcie Lily nie zamieniła z Caren ani słowa. Była na nią wściekła, jak ona mogła tak traktować swojego przyjaciela? Gdyby to był ktoś obcy to może jeszcze by zrozumiała. Ale to był Remus ich przyjaciel, którego znały już sześć lat, z którym spędzały tyle czasu. Co prawda Caren nigdy nie dogadywała się z Lunatykiem jakoś wspaniale. Zawsze wolała towarzystwo Blacka i Pottera, ale nigdy się nie kłócili. Podniosła głowę z nad talerza i spojrzała na Remusa, który siedział naprzeciwko niej pomiędzy Łapą a Rogaczem. Kiedy ich spojrzenia się spotkały Lunatyk uśmiechnął się do niej radośnie a ona odwzajemniła uśmiech. Nie minęła nawet minuta, kiedy usłyszała głos Pottera.
 -Można wiedzieć Remusie, czemu podrywasz moją dziewczynę?
Lunatyk już otworzył usta, aby coś powiedzieć jednak ruda była szybsza.
-Nie jestem twoją dziewczyną- syknęła i zaczęła dłubać w sałatce.
-Oj Liluś, kogo ty chcesz oszukać? Cały Hogwart wie, że na mnie lecisz.
Przez stół gryfonów przeszła cicha fala śmichu.
-Jak chcesz to sobie przed nimi udawaj, ale ja i tak wiem swoje kochanie.
James puścił Lily oko i zaczął wcinać naleśniki z serem. Ruda wzniosła tylko oczy ku niebu nie było sensu się z nim kłócić nie z Potterem, do którego i tak nie docierało słowo NIE.


***


Lily przechadzała się po korytarzu na trzecim piętrze miała dość Pottera i jego chorej obsesji, przecież ona nic do niego nie czuła nic! No może nie licząc obrzydzenia.  Chciała odpocząć od jego towarzystwa, z Caren nie miała, o czym rozmawiać a Ann gdzieś wyszła postanowiła ten wolny czas poświęcić na wieczorna przechadzkę. Skręciła w prawo i już miała wchodzić po schodach, aby dostać się do pokoju wspólnego, kiedy zauważyła na posadzce krew. Może ktoś się pobił pomyślała, ale jako prefekt musiała to sprawdzić. Szła po śladach krwi parę minut wreszcie odkryła, co a raczej, kto był winny zakrwawionej podłogi na połowie trzeciego piętra. Na posadzce leżał nieruchomo mały blond chłopiec. Lily ukucnęła i drżąca dłonią dotknęła jego ręki. Była lodowata. To nie możliwe pomyślała w duchu. Niemożliwe, aby takie rzeczy działy się w Hogwarcie. Musiała zawołać dyrektora, powiedzieć mu, że w jego szkole doszło do czegoś tak bestialskiego jak morderstwo. Odgarnęła włosy chłopca z twarzy, po czym mu się przyjrzała.  Na sekundę serce jej zamarło. Widziała już tego chłopca to był ten pierwszo klasista, którego o mało, co nie staranowała w pociągu. A teraz leżał tu zupełnie pozbawiony życia. Zacisnęła zęby i wstała, musiała natychmiast poinformować dyrektora o tym, co się wydarzyło.

***



-Lily?

Ruda odwróciła się do dormitorium weszła Caren i usiadła obok przyjaciółki. Lily nawet nie miała siły się na nią złościć. Objęła przyjaciółkę i zaczęła płakać. Chciała zapomnieć o tym, co się stało na trzecim piętrze. Wieść, że Lily Evans dwa dni temu znalazła ciało martwego pierwszoklasisty rozniosła się już po całej szkole.  Rodzice Johna, mugole przyjechali dziś rano by odebrać ciało ich jedynego syna. Dumbeldore nie potrafił im wytłumaczyć jak zginął chłopak widomo było tylko, że został ugodzony jakimś zaklęciem. Nit nie wiedział, jakim co budzi jeszcze większą grozę.
-Lily przepraszam nie powinnam była skreślać Remusa, ale nawet nie wiesz jak mi trudno.
-Nie rozumiem. – Lily odsunęła się od Caren i spojrzała jej w oczy.
-Chodzi o to…- zaczęła, ale w tym samym momencie do sypialni wpadła Ann.
-O widzę, że się pogodziłyście. To  cudownie! – Pomimo tragedii, jaka dotknęła szkołę Ann cała promieniała.
-Jak widać – Caren uśmiechnęła się szeroko.
-Coś taka uchachana? –Wtrąciła Lily
-Co? Nie!- Blondynka poczerwieniała- Aż tak widać?
-Tak.-Odpowiedziały chórem.- Gadaj, co się stało.
-Dobra- było widać, że nie mogła już dalej utrzymać tego w sekrecie.
-Remus i ja oficjalnie jesteśmy parą.
-Że, co- tylko tyle udało wykrztusić się Car.
Lily spojrzała na brunetkę, po czym wstała i mocno przytuliła Ann.
-Moje gratulacje- wyszczebiotała.- To rewelacyjnie! Prawda Caren?
-Co? Eee tak super naprawdę się cieszę twoim szczęściem Ann.- Doskonale przećwiczony uśmiech pojawił się na twarzy Car.
Ann spojrzała na nią podejrzliwie, po czym cała w skowronkach wybiegła z pokoju.  Lily podeszła do czarnowłosej.
-Proszę Cię, chociaż udawaj, że się cieszysz.
-Spróbuję.
-Ann jest naprawdę szczęśliwa a Remus- urwała na chwilę i złapała przyjaciółkę za rękę- naprawdę nie jest złym człowiekiem.

***

Dobra udało mi się! Napisałam kolejną notkę. Wydaj mi się ,że jest tu znacznie mniej błędów, naprawdę starałam się je wyeliminować :) Piszcie co sądzicie naprawdę zależy mi na Waszej opinii. Następną notkę dodam jak najszybciej się da. :)

Ps. Wesołych Świąt moi kochani!

wtorek, 18 grudnia 2012

Rozdział II Potwory są wśród nas.



Było tuż po jedenastej, rudowłosa przeciskała się przez grupkę trzecioklasistów usiłując odnaleźć przedział w którym siedzą jej przyjaciele. Po około siedmiu minutach ujrzała wystającą z jednego przedziału blondynkę z różowymi pasemkami. Kiedy ich spojrzenia się spotkały obie uśmiechnęły się szeroko. Lilka podbiegła do przyjaciółki o mało nie taranując po drodze jakiegoś pierwszoklasisty. Uściskała mocno Ann po czym weszła do przedziału. W środku siedzieli już Huncwoci i Caren. James i Syriusz grali w eksplodującego durnia Remus czytał jakąś książkę a Caren rozmawiała o czymś zawzięcie z Peterem co jakiś czas spoglądając z obrzydzeniem na Lunatyka. Od czerwca tylko tak potrafiła na niego patrzeć. Odkąd ona i Lily pewne pełni wybrały się do zakazanego lasu i napotkały na swojej drodze wilkołaka który usiłował je zabić. Caren nie wybaczyła Remusowi ,że gdyby nie interwencja Syriusza i Jamesa były by martwe. Ruda tłumaczyła jej już kilkakrotnie, że wilkołaki tracą świadomość oraz kontrolę po przeminie i nie może za to obwiniać Lupina. Sam jednak zastanawiała się co by było gdyby. Remus na pewno by sobie tego nie wybaczył. Lilka spojrzała na szczupłego szatyna z bliznami na twarzy. Z pewnością nie był bestią której miano dała mu panna Danwork. Potworem był jedynie raz w miesiącu poza tym był miłym,kulturalnym,uczynnym,zabawnym,inteligentnym i dobrze wychowanym chłopcem którego los pokarał już za młodu.
-Hej Evans-z rozmyśleń wyrwał ją dopiero głos Blacka który wysuwał się na prowadzenie w eksplodującym durniu.
-Cześć Lily-zawtórował przyjacielowi Potter szczerząc zęby do dziewczyny w której kochał się od pierwszego wejrzenia.
Carenu uśmiechnęła się do niej szeroko, Remus jedynie kiwnął głową na znak że zauważył pojawienie się Rudej w przedziału.

-Hej wszystkim-Lily widząc reakcję Lunatyka momentalnie posmutniała. Dlaczego tak dziwnie prowadziło im się teraz rozmowy, przecież to ,że miał jak to określił James "futerkowy problem" nie przekreślało ich jako przyjaciół.
Lily spojrzała na zegarek za pięć minut powinni być w przedziale prefektów. Dała Remusowi znak ,że muszą już iść po czym udali się na drugi koniec pociągu.
***
W drodze do przedziału prefektów gzie Lily, Remus i pozostali prefekci na siódmym roku dostali tabliczki z małą literką n i dużą P co oznaczało ,że są prefektami naczelnymi. Lupin odezwał się do rudej jedynie kilka razy i to z konieczności.Podczas drogi powrotnej do przyjaciół Lily próbowała jakoś zacząć rozmowę niestety na daremnie Remus odpowiadał jej jedynie sylabami lub skinieniem głowy. Miała tego dosyć. Con do cholery wyprawiał? Stanęła oburzona, Lupin spojrzał na nią kątem oka i również się zatrzyma. Stali w milczeniu kilka minut, ciszę przerwał Remus.
-Możemy już iść Lily?
-Gratuluję Lupin!
- Niby czego mi gratulujesz?
-Och no nie wiem, może na przykład tak pięknego i długiego zdania? OD czerwca aż tyle z siebie nie wydusiłeś! Możesz mi wytłumaczyć o co Ci chodzi? Co się z tobą dzieje? Od tamtej nocy zbywasz mnie i unikasz.
-Lily ja...
-Nie przerywaj mi teraz ja mówię , miałeś wiele okazji aby się wykazać. Nie wiem może ubzdurałeś sobie ,że przestanę się z tobą przez to zadawać, że będę udawać ,że się nie znamy? Naprawdę masz mnie za kogoś aż tak powierzchownego?
Oczy dziewczyny napełniły się łzami naprawdę dotknęło ją zachowanie Lunatyka. Przecież byli przyjaciółmi a przyjaciele sobie ufają.
-Lily nie płacz a już na pewno nie płacz przeze mnie- Remus zdołał się w końcu odezwać oczy miał wilgotne ale nie płakał.- Masz rację zachowuję się jak idiota unikając rozmowy z tobą, ale naprawdę nie chciałem abyś widziała we mnie potwora. Przepraszam.
-Nigdy nie widziałam w tobie żadnego potwora Remusie.
Lupin uśmiechnął się lekko i przytulił Lily.
-Doceniam to Lily naprawdę, nie wiele jest ludzi którzy chcieli by się przyjaźnić z wilkołakiem. Najlepszym przykładem jest Caren, ona mnie nienawidzi.
-Caren przejdzie zrozumie swoje durne zachowanie i cię przeprosi. Jestem tego pewna.
-Idziemy do przedziału? -Lunatyk momentalnie wypogodniał
-Jasne, w końcu nie ma nas już tam od czterdziestu minut.
***

-No na reszcie!-tuż po otworzeniu drzwi przedziału dwójka prefektów usłyszała głos Anny.- Gram w eksplodującego durnia gracie z nami?
Lilka i Lunatyk kiwnęli głowami na co panna Danwork skrzywiła się lekko. Lily natychmiast rzuciła przyjaciółce zabójcze spojrzenia i poprosiła o rozmowę w cztery oczy. Caren wstała z kolan Łapy po czym skierowała się za Lilką do pustego przedziału. Chwilę stały w ciszy którą przerwał głos rudej.
-Możesz przestać się tak zachowywać?
-Lilka o co ci chodzi?
-A o to jak zachowujesz się w wobec Remusa. Czym on ci zawinił?
-O ile nie pamiętasz okłamywał nas sześć lat a ostatnimi czasy próbował nas zabić. - Caren była zniesmaczona na samo wspomnienie o tamtej nocy.
-Ile razy mam ci powtarzać ,że nie wiedział co robi!
-Lily czemu go bronisz? On jest potworem!
Te słowa dotknęły Lily kiedy jej przyjaciółka się tak zmieniła? Od kiedy ocenia w ten sposób ludzi. Swoich przyjaciół.
-Nie Danwork- na dzwięk swojego nazwiska Caren się skrzywiła. Lily jeszcze nigdy tak jej nie nazwała- to ty jesteś potworem.
Lily wyszła z przedziału pozostawiając osłupiałą Caren samą sobie.


***


Dobra kolejny rozdział dodam niedługo mam nadzieję ,że się podoba :) Komentujcie proszę nie pisze tego dla siebie ;p

piątek, 7 grudnia 2012

Rozdział I W odmętach wspomnień


Był chłodny sierpniowy wieczór na dachu jednego z domów  siedziała młoda dziewczyna. Jej rude jak ogień włosy spokojnie falowały na wietrze. Wpatrywała się swoimi kryształowo zielonymi oczami na zachód słońca rozmyślając o jutrzejszym dniu. To już jutro miała ponownie wsiąść do pociągu na peronie 9 i 3/4, to już jutro miała spotkać się z przyjaciółmi których nie widziała od czerwca. To już jutro miała rozpocząć ostatni rok nauki w Hogwarcie. Doskonale pamiętała dzień w którym dostała list ze szkoły magi i czarodziejstwa. Dzień w którym słowa Severusa Snapa jej dawnego przyjaciela potwierdziły się. Dzień w którym jej rodzice mugole dowiedzieli się ,że ich młodsza córka jest czarownicą. Na myśl o tych cudownych chwilach mimowolnie przed oczami stanęło jej wspomnienie , które od kilku lat starała się usunąć z pamięci. Ujrzała siebie i Petunię która mówiła ,że jej nie nienawidzi, że jest dziwadłem, wybrykiem natury i że nigdy już się do niej nie odezwie. Oczy Lily momentalnie zrobiły się mokre. Wtedy jeszcze nie uwierzyła siostrze, przecież zawsze były najlepszymi przyjaciółkami. Jak mogła tak po prostu się od niej odciąć, jak mogła żyć w przekonaniu ,że jest jedynaczką. Teraz kiedy od słów Petuni minęły lata Lily miała tylko jedno życzenie. Aby znów był jak kiedyś, żeby Tunia patrząc na nią nie czuła obrzydzenia. Może kiedyś się pogodzimy pomyślała. Nie, na pewno się pogodzimy. Nie wybaczyła by sobie gdyby umarły skłócone. Były przecież siostrami a siostry wybaczają sobie wszystko, pomyślała wycierając łzy rękawem bluzy.

***
Mam nadzieję ,że rozdział był jako tako :) pamiętajcie ,że dopiero się rozkręcam :) Proszę o komentarze naprawdę zależy mi na Waszej opinii.  wiem ,że był krótki ale następny jest za to dość długi zajął mi 5 stron A5 ;) 

Prolog.


Czasem to, kim jesteśmy nie jest zależne od nas. Często jest to wina losu, ludzi których spotkamy na swojej drodze w najmniej oczekiwanym momencie. Potworów z nocnych koszmarów. Czasem nawet rodzimy się inni. Najważniejsze jest jednak to aby mieć ludzi, którzy Ci pomogą, podadzą pomocną dłoń czy też po prostu rozjaśnią najciemniejsze chwile naszego  życia.

***
Dobra wiem ,że prolog mógł być lepszy ale wydaje mi się ,że dobrze ukazuje huncwotów w szczególności Remusa. 


Witam

Witam serdecznie na kolejnym już blogu o Huncwotach i Huncwotkach. Postanowiłam zacząć go pisać ponieważ mam na nich straszną fazę a blogi które zaczęłam czytać i które przypadły mi do gustu zostały porzucone :(   Dlatego spróbuję sam przedstawić ich losy mam nadzieję ,że mi się to uda :) Trzymajcie kciuki liczę na komentarze. Za uwagi i poprawki dziękuję. A jeszcze jedno możliwe ,że w swoim blogu będę korzystać z obrazków zapożyczonych z pewnego bloga. Zapraszam do lektury.